Witam koleżanki i kolegów wędkarzy. Myślę, że już na spokojnie mogę podsumować III memoriał Henryka Manysia, który odbył się na międzyrzeckim odcinku Obry. Łowiliśmy z zamkiem w tle, a jeszcze przed zbiórką cieszyła lista zgłoszeń. Do zawodów stanęło 32 zawodniczki i zawodnicy. Na pewno nie obyło się bez małych niedociągnięć, za które już na wstępie przepraszam:)

Jak ktoś nie zauważy ł- to wysoko stawiam sobie poprzeczkę, organizowałem zawody wyższej rangi. Miło mi było powitać grono uczestników na miejscu zawodów, gdzie mogliśmy poczęstować się kawą i domowym ciastem. Zapewniam, że smakowało bardziej, niż rybom nasze zanęty :)

Jak już mowa o żerowaniu, to po obiecujących treningach, niestety większość z nas się zawiodła. Co z tego, że koledzy do soboty słali wieści o dobrym i bardzo dobrym żerowaniu,braniach; jak w dniu zawodów zmieniła się pogoda, nawet padał deszcz i brań było mało? 32 uczestników memoriału nie miało problemu by złowić ryby, i ta sztuka udała się wszystkim, jednak naprawdę solidnych wyników było jak na lekarstwo. Nie tylko ja nastawiłem się na większą ilość i wielkość łowionych ryb.

Losowanie wzbudziło trochę emocji- Waldemar Bielawski- otworek, tuż za nim ja i Jacek Kozielski, który Obrę przetrenował w ostatnich dniach. Bliżej otworka łowił też Waldemar Bator, a wolne miejsce dla Henia, obstawili Robert Dominiak i Adam Skibowicz. Jak się nie spodziewałem, przez dwie godziny kwitnąłem niemal bez brań, za to walczyłem z zaczepami. Ale koledzy łowili. Waldek Bielawski dość regularnie poławiał głównie płocie i małe jazie, Jacek Kozielski zaczął równie efektownie. Z lewej strony dochodziły głosy o niezłym jak na czwartkowe warunki punktowaniu Waldka Batora. Zawody oprócz wędkarzy, przyciągnęły sporą liczbę kibiców, którzy na bieżąco śledzili większość uczestników i podawali informacje, często deprymujące tych, którym szło nieco gorzej. Niestety tego dnia odbywał się spływ kajakowy i przyznam, że takiego bydła na rzece dawno nie widziałem:( Prawdą jest, że część kajakarzy spokojnie bez wiosłowania pokonała kilkusetmetrowy odcinek zawodów, ale też zdarzyły się grupki stukające wiosłami nie tylko o wodę i kajaki, ale chyba i siebie po głowach... Używanie sprzętu pływającego wymaga myślenia! o ile mi zdarzyło się mieć brania 2 metry od spływającego kajaka- gdy kulturalny człowiek nie wiosłował, to już koledzy na węższym odcinku po kąpieli jednej z uczestniczek, na pewno zanotowali przestój w braniach. Taka Polska kultura i egoizm ludzi, którzy sami chcą wypocząć, nie dając przy tym spokoju innym.

Faworytów wymieniłem i połowili, po uporaniu się z zaczepami, zacząłem nawet regularniejsze łowienie, jednak był to już tzw. łabędzi śpiew. Liderów nie mogłem dogonić, a dwa leszczyki po 30dkg były rybami na które się nastawiłem, a które w większej ilości współpracować nie chciały. Zawody Pewnie wygrał Waldek Bielawski, przed Robertem Dominiakiem i Adamem Skibowiczem. Międzyrzecz się obronił, to cieszy, bo w poprzednich edycjach goście nie dali szans miejscowym :) Ale musi być wymiana, w wędkarstwie każda seria się kończy i nie trwa długo:)

Nie można zapomnieć, że walczył też drugi , licznie obsadzony sektor amatorów- koleżanka i koledzy łowili głównie batami, i te 13 osób też walczyło o wyniki. Fakt, że w górę rzeki było nieco trudniej, a i metoda pełnego zestawu jest mniej precyzyjna i skuteczna; przez co wyniki były niższe. W skrócie- większość tyczkarzy zrobiła wymierne wyniki w okolicach 1500-2500gram, to tylko kilku wędkarzy z niższych numerów zbliżyło się do wyniku 1000pkt. (Wyniki zawodów netto!)

Że do końca trzeba było zachować skupienie, na pewno potwierdzi Robert Kluczyński, który przegrał walkę ze sporym linem, na pewno dającym zwycięstwo w sektorze. Przypomnę, że największą rybą zawodów był lin o masie 930gram, który musiał uznać wyższość Waldka Batora. Myślę, że bawiliśmy się fajnie, po zawodach zjedliśmy posiłek a wyniki z sektorów były przemienne. Część nagród ufundowało koło nr 2 z Międzyrzecza, część pochodziła z puli zawodów, trofea ufundowali też koledzy Bator, Kozielski i Skibowicz. Oczywiście tradycyjne kamienne trofeum trafiło do Waldka Bielawskiego, ale i zwycięzca wśród amatorów- Marcin Chalecki wrócił do domu z pucharem:)

Przez kolejnych kilka miesięcy, chciałbym zebrać trochę uwag, pomysłów i oczekiwań, tak by organizując IV memoriał Henia, wyjść naprzeciwko oczekiwaniom coraz liczniejszej grupie wędkarek, wędkarzy i kibiców, których w maju te zawody przyciągają do Międzyrzecza. Przypomnę, że zapisy już przyjmuję, lista jest otwarta i... zawiera kilka nazwisk, a do startu tylko rok! 

PS. Tyczką łowiło 18 mężczyzn, kobieta, batem i bolonką kobieta, junior i 11 mężczyzn.

Przy nazwiskach podany nr stanowiska!

1 Waldek Bielawski 30 3 850 pkt.

2 Robert Dominiak 16 2 800 pkt.

3 Adam Skibowicz 18 2 640 pkt.

4 Waldek Bator 25 2 100 pkt.

5 Mariusz Sroka 29 1 850 pkt.

6 Paweł Gruszecki 14 1740 pkt.

7 Damian Jackowski 24 1700 pkt.

7 Rafał Rodziewicz 27 1700 pkt.

9 Jan Włodarczak 21 1550 pkt.

10 Sławomir Matelski 19 1500 pkt.

11 Jacek Kozielski 29 1300 pkt.

12 Łukasz Orschulok 23 1250 pkt.

13 Robert Pyrski 20 700 pkt.

14 Zofia Solska 22 500 pkt.

15 Marcin Morawski 26 300 pkt.

16 Adam Siedlecki 15 280 pkt.

17 Piotr Jakubaszek 11 260 pkt.

18 Grzegorz Kabala 13 200 pkt.

19 Grzegorz Śliwiński 12 140 pkt.

 

Sektor Amatorów:

 

1 Marcin Chalecki 1 020 pkt.

2 Grzegorz Gregoryński 960 pkt.

3 Marek Nowakowski 680 pkt.

4 Robert Kluczyński 660  pkt.

5 Ryszard Sekuła 580 pkt.

6 Ferdynand Pacuła 480 pkt.

7 Łukasz Bańko 470 pkt.

8 Łukasz Raczkowski 380 pkt.

9 Remigiusz Mazurkiewicz 340 pkt.

10 Kluczyńska Marzena 280 pkt.

10 Jarosław Mirecki 280 pkt.

10 Piotr Cichała 280 pkt.

13 Józef Nowak 260 pkt.

 

Paweł Gruszecki i Józef Nowak wygrali sektory w zeszłym roku. Ahh te ryby ;)

 

Z wędkarskim pozdrowieniem. Mariusz Sroka.

Zaloguj się, aby dodać komentarz

Design & Hosting: AP SOFT |